oartyscie
popiersie
galeria
artykuly
kontakt

Pasja życia

    l lutego w galerii "Pro Arte" odbył się wernisaż prac nieżyjącego już tyskiego artysty, Edwarda Hantulika. Sylwetkę twórcy przedstawił zgromadzonym, wśród których znaleźli się nie tylko bywalcy "Pro Arte", ale też przyjaciele rodzina Edwarda Hantułika, profesor Stanisław Hochuł. Malarz, który pięknie rzeźbił, samouk - "chłopak z iskrą bożą", widywany w plenerze ze sztalugami na długo przed tym, jak zaczął studia na krakowskiej ASP. Studiował pod kierunkiem m.in. Jerzego Nowosielskiego był stypendystą Ministra Kułtury i Sztuki, wykładowcą katowickiej filii krakowskiej ASP ,ale przede wszystkim pracowitym twórcą, który po zostawił po sobie ogromny dorobek, którego zaledwie małą, lecz reprezentatywną cząstkę pomieściły ściany oświęcimskiej galerii. Nie lubił rozstawać się ze swoimi obrazami do tego stopnia, że zastrzegł, iż nie mogą być nigdzie pokazywane przed upływem pięciu lat od jego śmierci.

    "Pro Arte" ma szczęście być pierwszą galerią prezentującą dorobek "tyskiego Van Gogha". "Pasja życia" "- tytuł - nieprzypadkowy, nie tylko ze względu na fakt ze Hantulik często był porównywany z holenderskim mistrzem. Pasja towarzyszyła artyście w pracy i życiu. Jak pięknie mówiła żona zmarłego Pani Barbara Hantulik. W tej pasji zapominał o codzienności, zapominał, że Żona i dzieci siedzą nieruchomo kolejną godzinę, pozując do obrazu. Ale za to to, co z pasji się narodziło pozo­stało i, choć długo ukryte w tyskiej pracowni, przemawia wciąż aktual­nym językiem-ekspresyjnej sztuki.

    Hantulik w swej twórczości spróbował chyba wszystkiego: rea1istyczne portrety rodziny. Pejzaże malowane z natury znakomite szkice charakteryzują wczesny, "przedakademicki" etap. Później powstają prace nasycone ekspresją, barwą, przeważnie figuralne choć na wzór picassowski wyabstrahowane. Nieobcy jest twórcy swoisty historyzm: w doborze tematu, wymowie niektórych dzieł sięga do tradycji nowożytnego portretu, barokowych kompozycji z wa1czącymi zwierzętami, ale też wzorów bliższych: kubistów, fowistów czy dalowskiego surrealizmu, obecnego zwłaszcza w niezwykłych rzeźbach. Marzeniem rodziny jest, by ta jakże istotna wystawa w "Pro Arte" stała się impułsem do stworzenia kompletnej retrospektywy prac artysty.

Joan



Kaprysy śródziemnomorskie Edwarda Hantulika

    Wyobrażam to sobie tak: malarz stoi na tarasie. Wielkim, rozległym, zalanym słońcem. Spogląda w dół. Widzi palmy, drzewa figowe, mimozy. Ogromny, złoty kwiat agawy wyrasta z kłębowiska liści. Różowo kwitną oleandry - czarujące i nieprawdopodobne niczym drzewka na tapecie. Dalej są aleje, ogrody, pałace. Urwiste skały spiętrzone nad morzem. Żaglówki i jachty. Malarz mruży zachwycone oczy. Odrywa dłonie od marmurowej balustrady tarasu. Powoli wchodzi do pracowni. Dużej, przestronnej, chłodnej. Tutaj szkicuje, rysuje, czyni pospieszne plastyczne notatki. Maluje. Także rzeźbi. Opisuje tę niezwykłą grecko - rzymsko - śródziemnomorską bajkę. Sen na jawie nieodrodnego syna, godnego spadkobiercy wielkich mistrzów baroku, klasycyzmu, awangard - bo było ich przecież wiele - niespokojnego i bujnego XX wieku. "Cyrkówka z rajskim ptakiem", "Panna i satyr", "Kobiety z lampartem", "Zuzanna i starcy", "Smutny chłopiec". Albo "Kobiety opłakujące martwe dziecko". "Martwy chłopiec" niby nie znany fragment "Guerniki". Pozornie niedbały akt, rysunek tuszem skreślony niby od niechcenia - lewa noga podwinięta (widać duże palce lekko zdeformowanej stopy), prawa opuszczona na podłogę, głowa wsparta na ręce, ręka na oparciu kanapy. Całość wygląda tak, jakby pozowała któraś z modelek Courbeta, jedna z dziewcząt odpoczywających na brzegu Sekwany. Jakiekolwiek Edward Hantulik wybiera tematy i motywy, przekształca je zawsze. Wprost ożywia własnym tchnieniem. Daje im własną gwałtowność, własny niepokój, zdziwienie i wzburzenie. Jest ciekawy i nienasycony, drażniący i fascynujący, zdaje się być skąpy w okazywaniu uczuć, a tak hojnie nimi szafuje. Jest różnoraki, porywczy i szybki, szczery, uroczy i zachwycający. W swej sztuce pragnie być wolny bez zastrzeżeń. Przekształcać świat do woli. Sprawdzać swą twórczą, artystyczną wszechmoc. Jest z cała pewnością spadkobiercą wielkiej europejskiej tradycji humanistycznej, a przy tym - indywidualistą z temperamentem. Czy można sobie wyobrazić, czy istnieje lepsze połączenie? Wdzięk wymienia się u niego z brzydotą ( która także jest kategorią estetyczną), elegancja - z potwornością ( tak postępowali wielcy twórcy baroku, potrafił to Goya, także Picasso). Bo Hantulik świadomie i celowo odrzuca wizję świata przyjemnego, nie chce się mieścić ­- czyli zamknąć - w żadnych ramach, nie odpowiada mu dyscyplina. Ani pokora. Dumny spadkobierca pozostawia ją kopistom i naśladowcom. A sam wybiera wolność. Chaos, grozę, brak umiaru i zuchwalstwo. To one daję siłę uderzenia jego kompozycjom, stąd bierze się gwałtowność rysunku, agresywność form, potężne napięcie. Jego linia - to przewód wysokiego napięcia. Jego postacie to ładunki dynamitu. Jest tu dramat zmagań człowieka z naturą i całym światem, bunt wobec ludzkich losów, nieuleczalny wszechobecny niepokój. Mało tu radości życia, zwykłego szczęścia czy chociaż nadziei. Świat Hantulika jest subiektywny, kruchy i zagrożony czymś tajemniczymi nieuniknionym, co płynie z zewnątrz. A przy tym - a może właśnie dla tego - trwały i stabilny. Piękny i mądry. Bogaty w znaczenia i romantyczny. Należy Hantulik do tych twórców, którzy nie szukają - bo znajdują. Mrużąc zachwycone oczy, malarz wchodzi do pracowni. Tak się dzieje od kilkuset lat. Gdzieś w Paryżu. W Antibes. We Florencji. Albo w Tychach.

Katarzyna Młynarczyk
Tyski Magazyn Kulturalny